piknik lotniczy

5 lipca w poniedziałek odbył się w Krakowie kolejny piknij lotniczy. Bardzo fajnie była pomyślana ta impreza. odbywała się cały dzień na powietrzu na małym lotnisku w czyrzynach. Było rewelacyjnie. Wybraliśmy się na nią z Marzenką i jedną naszą wolontariuszką, która nas prowadziła. Na takim dużym terenie nie dało by się poruszać samemu. Każdy z uczestników pikniku dostawał kartę, na której było napisane imię i nazwisko uczestnika. Z taką kartką chodziło się po wystawcach. Było 12wystawcóww. był altix, agh, zrzeszenie studentów niepełnosprawnych fundacja aktywnej rechabilitacji, firr, prezentowali aparaty słuuchowe i pentle indukcyjne, nordea bank. nie sposób wymienić wszystkich firm, ale to nie wważne. Dea pikniku sprowadzała się do tego, że trzeba było odwiedzić stoisko każdej z firnm. Na każdynm ze stoisk trzeba było wykonać jakieś zadanie. na przykład pokazywała pani w altixie powiększalnik i trzeba było coś sobie powiększyć. Na innym stoisku trzeba znowu było coś w brajlu przeczytać, czy odpowiedzieć na pytania odnośnie studiowania przez osoby niepełnosprawne. Zadania były ciekawe. altix prezentował fajne urządzenie do wypukłej grafiki. Podobał mi się też namiot, w którym można się było nauczyć, jak udzielać pierwszej pomocy. W firze uczestnicy pikniku musieli prowadzić osobę niewidomą, lub z zawiązanymi oczami nalać do kubeczka wodę. Za każde wykonane zadanie przybijana była pieczątka na karcie. Za te pieczątki można było pójść do namiotu organizatorów i wymienić je na kupony z jedzeniem. Każda pieczątka to jeden kupon. jak ktoś miał więcej niż 10 pieczątek to mógł albo brać sobie pojedyncze kupony w czasie trwania pikniku, albo wziąść od razu cały zestaw. Jak ktoś się wcześniej zapisał na listę lotów to gdy miał nma karcie 10 pieczątek mógł się przelecieć antkiem. Był to 5 minutowy lot widokowy nad krakowem. Można było oglądnąć kraków z lotu ptaka. Ktraków, jak krków, ale ptak całkiem fajny. Wziąłem sobie na pokład gps, zapisałem sobie loga, czyli trasę, którą lecieliśmy. Lecieliśmy na wysokości około 150 metrów z prędkością 160 kilometrów na godzinę. Śmiałem się, ponieważ przelatywwaliśny nad naszynm domem. Loga z gps-a oczywiście obejrzałem sobie na spokojnie w domku, ponieważ w samolocie hałas był tak duży, że nie dało się nic zaobserwować.
Jeśli zaś chodzi o stronę kulinarną pikniku, to trzeba przyznać, że organizatorzy również stanęli na wysokości zadania. Był żurek, kaszanka, karczek z grila, kiełbasa z grila, bigos, kawa herbata, woda, piwo. także można było cały dzień chodzić i nie być głodnym, bo po wykonaniu zadań można było brać jedzonko. No i dobre było jedzonko, ciepłe i dobrze ugotowane.
Podsumowując imprezę uważam za udaną, jeśli będzie w przyszłym roku, to napewno się wybiorę.

imprezujemy

w tym tygodniu nieźle poimprezowaliśmy. i to dwa dni pod rząd. muszę przyznać, że było całkiem nieźle. w piątek zaprosiliśmy znajome małrzeństwo do nas. kupiło się piwka, zanmówiło pizzę, Marzenka zrobiła dobrego andruta, no i tyle. Bardzo fajnie było, tylko za mało piw ku[piłem i trzeba było iść po zaopatrzenie. Pogadaliśmy o mieszkaniach, bo nasi goąście teżż kiedyś wynajmowali. trochę się pogadało o znajomych z klasy. Generalnie bardzo szybko nam czas zleciał. Jak wieczorkiem się położyłem, to od razu zasnąłem.
A w sobotę po południu poszliśmy na imprezę do kolegi. najpierw poszliśmy do chińaskiej knajpki, zjedliśmy takie fajne filety z kurxczaka w kokosie, dali tego tyle, że nie można było zjeść. Ale jedzonko było przepyszne. Poszliśmy sobie potem na spacerek i na szejka w mcdonaldzie. Kupiliśmy też gin, no i resztę czasu spędziliśmy z kolegą w domku. Było super. sporo się pogadało, było naprawdę fajbnie. Ale dzisiaj to o piciu to już nawet nie myślę.

dno

Moja dziewczyna jest głucho-niewidoma. Wiąże się to z tym, że czasami przekręca różne wyrazy, bo je źle usłyszy. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest literowanie jej takich wyrazów alfabetem wojskowym, czyli imionami.
Rozmawiamy sobie dzisiaj, mówi, że słyszała gdzieś, że ktoś wyszedł z domu i nie powrócił. ja mówię, że się zdarza, że czasami kogoś zabiją wywiozą 200 kilometrów od miejsca zamieszkania i nie ma go jak zidentyfikować, bo nie można pobrać DNAod rodziny.
No to marzenka się pyta, jak zidentyfikowali ofiary katastrofy w smoleńsku. Na to ja mówię, że pewnie pobrali Dna od rodziny.
No i marzenka się pyta, jak to się mówi?
no to mówię, de en a.
I marzenka w śmiech. bo jej syntezator mowy czytał w książkach wielokrottnie, że pobjrali komuś próbki dna, no i marzenka nie mogła zrozumieć, o jakie dno chodzi, z jakiego dna.
no to ja na to polecialem monologiem z seksmisji
marzenko, jak ty nic o życiu nie wiesz.
No i mieliśmy godzibnę śmiechu.

fajny dzień.

tak, czytelnicy mojego bloga to się już zapewne rozczarowali. O ile oczywiście jakiś mam, w co wątpię. Tak czy siak, to napiszę te parę słów, a co mi tam.
otóż fajny miałem dzisiaj dzień. Chociaż nic szczególnego się nie wydarzyło, to jednak się cieszę. Otóż po pierwsze, miałem dzisiaj wyjście z nowa wolontaruszką. Dziewczyna mnie zadziwiła, bo jest z proszówki, to miejscowość koło bochni. Potrafi jednak przyjechać do Krakowa i pomóc w potrzebie.
Byłem w plusie, niby nic niezwykłego, ale takie załatwianie spraw to lubię. Umówiony byłem z kierownikiem, gość mnie przyjął od ręki, zapropomował korzystne warunki. no bo mam 400 minut w plusie do wszystkich, 150 mnut w szczycie do wszystkich, za 45 złotych miesięcznie. Do tego wziąłem sobie telefon symbianowy nokia e51. Będzie go trzeba udźwiękowić.
po przyjściu okazało się, że napadli mnie w ogame i sporo ukradli, ale się nie przejmuję.

u dziewczyny na świiętach

W tym roku wyjątkowo nie spędziłem świąt w domku. Byłem tradycyjnie na wigili na agh, a potem pojechaliśmy na święta do rodziców dziewczyny. Byliśmy u nich prawie tydzień. no i przyznać muszę, że było bardzo fajnie. Szkoda tylko, że nie miałem ze sobą kompa, ale z drugiej strony to fajnie, bo sobie od niego odpocząłem. Dziewczyn ma dużą rodzinę, także czasami się nie połpałem, kto jest kto. Dziadek opowiadał nam taki fajny wierszyk, jest to wiersz żołnierza tułacza, który nie może uczestniczyć w wieczerzy wiggilijnej u swoich bliskich, napisał go brat dziadka Marzenki, w czasie drugiej wojny światowej.
Bardzo dużym zaskoczeniem była dla mnie wigilia. A w szczegulności prezenty gwiazdkowe, bo nie spodziewałem się, że coś dostanę, a dostałem naprawdę sporo. Dostałem gruby ciepły, zapinany, zimowy sweter, koszulę, krawat, wodę toaletową i jeszcze parę drobiazgów. Także byłem w ciężkim szoku.
pierwszy dzień świąt upłymął nam na spotkaniu z dalszą rodziną, kuzynka marzeny Ela bardzo ciekawie opowiadała, jak wygląda życie w szwajcari, gdyż jest zawodniczką w unichokeju.
poza tym, spotkaliśmy się z króliczkami, też było super, one pytały co u nas my co u nich, mieliśmy naprawdę fajną rozmowę.
Generalnie to bardzo fajnie te święta wspominam. Obżarty jestem, jak nie wiem.

znowu kino

Wczoraj z naszą wolontariuszką wybrałem się znowu do kina. ale wcześniej poszedłem jeszcze na zakupy do hipermarketu. wybraliśmy się na festiwal filmuw dokumentalnych. Trochę jestem rozczarowany, gdyż myślałem, że ponieważ to będą filmy dokumentalne, to będą mówione, ale niestety, dwa z trzech filmów były nieme.
Pierwszy z nich opowiadał o osobie niepełnosprawnej, która była bez rąk, pływała w basenie, jeździła na nartach, no i to wcale nieźle. Pomagał jej 12 lettni chłopaczek np. przy jedzeniu kanapki i wszędzie tam, gdzie ręce były potrzebne. Bohater filmu też pięknie malował ustami, za pomocą specjalnych przyżądów. Pokazane było, jak maluje, namalował naprawdę ślicznego konia, film się kończy, że bohater niszczy rysunek, bo trochę mu się potargał.
Drógi z niemych filmów nosi tytuł rozwój, opowiadał o domu pomocy społecznej, gdzie były osoby z zespołem downa w różnym wieku, przeważnie starsze. one ani nie mówiły, miały różne nerwowe tiki, po prostu kategoria niezdolny do samodzielnej egzystencji, i to dosłownie. bohater filmu mimo swojej choroby, pomaga innym, jeszcze bardziej chorym niż on.
trzeci film podobał mi się najbardziej. Nosił tytuł wszystko może się przytrafić, bohaterem filmu było 6 letnie dziecko, które bawiło się w parku, jeździło sobie na chulajnodze, zaczepiało różne osoby i zadawało bardzo trudne pytania. Przeważnie zaczepiało starsze osoby, i pytało, czy im się dobrze ułożyło życie, co przeżyły, dlaczego są samotne, biedne, ludzie odpowiadali. czasami zabawnie, czasami chumorystycznie, i widać było, ile dziecko się od nich dowiaduje. Co ciekawe, nie unikali odpowiedzi na pytanie, na czym polega szczęście, jaki jest sens życia, czy boją się umrzeć, po co jest wojna, dlaczego się rozwiedli, dlaczego są biedni. naprawdę fajne dialogi. Uważam, że warto było dla tego filmu się wybrać do kina.
Trochę w zrozumieniu filmów niemych pomagały mi komentarze Agnieszki. mimo zimna fajnie się wieczorkiem wracało do domku.

umowa w plusie

Byłem pomóc mojej dziewczynie podpisać unmowę w plusie. pojechaliśmy do kierownika jednego z salonów w krakowie. umówiliśmy się z nim wcześniej. no i gość nas przyjął. Na początku zaproponował nam to, co na biurze obsługgi. Niestety to nie było dla nas atrakcyjne, mój kolega wyszperał taką taryfę, którą rzadko plus proponuje, bo jest ona raczej dla firm. No i gość się nam zgodził na nią. Oprucz tego dziewczyna dostała nową nokię e52. no i taniej płaci, niż przedtem. po prostu super uumowa. Dziewczyna zadowolona. Ale podobało mi się podejście gościa. Bo mogła dziewczyna spokojnie przetestować kilka telefonów, dzięki czemu przekonała się, który z nich najlepiej działa z aparatami słuchowymi, poza tym pokazał jej pan, jak się telefon demontuje, cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania, także super. Na koledze, który nas przywiózł i odwiózł pan kierownik też zrobił dobre wrażenie.

u lekarza.

byłem dzisiaj na badaniach krwi u lekarza. No i przy okazji nasza wolontariuszka wpadła na pomysł, aby wyciągnąć mnie jutro do kina na film dokumentalny. no może to i nawet fajnie, zobaczymy, czy mi się będzie podobał. Czeka mnie powrót do domu wieczorową porą.

w kinie

W tpg wwpadli na to, aby zabrać głucho-niewidomych do kina. No i fajna idea, bo niby czemu nie, ale kłopot polega na tym, że trochę źle dobrali film. Gdy jechaliśmy do tarnowa, to Agnieszka, wolontariuszka tpg, czytała recenzję tego filmu, no i już z recenzji wyniosłem złe zdanie. Ale myślę sobie, pójdę, zobaczę co to jest. No i w poniedziałek wybraliśmy się do kina. Film nosił tytuł the wizaż. Generalnie to opowiadał o problemach 30 latków. ale niestety z akcji i z dialogów trudno było zrozumieć te problemy, a jeszcze trudniej było dociec, skąd te problemy się tak naprawdę biorą. no ale oglądam twardo. Cały film składał się z trzech części. W każdej części byli inni bohaterowie. Pierwsza część filnu była w takim trancowym klimacie, nawet ładna mzyczka. bohaterami byli ludzie, którzy właściwie non stop imprezowali, palili trawę, i babka nie pamiętała, co robiła poprzedniego dnia, gdzie była, jak zgubiła klucze od mieszkania. Dopiero na końcu filmu jakiś gość jej uzmysłowił, że była u niego, no i wygadywała, że chce odejść od swojego chłopaka, u tego gościa te klucze zostawiła.
Druga część filmu ubawiła mnie najbardziej. Ale sądzę, że to dlatego, iż miałem szeptany komentarz wolontariuszki. Myślę, że choćby dla takich szeptanych komentarzy warto by się wybrać do kina. Dosyć fajnie to wyglądało, przynajmniej można się było pośmiać. Druga część opowiadała o 30 letnim facecie, który nie chce iść rano do pracy, stoi przed drzwiami bloku, widzi, że za oknem śnieg sypie, jest nie zdecydowany, aby wyjść. Co chwilkę jest poganiany telefonami, żeby się pośpieszył. On jednak czeka dalej. Jest tak zamyślony, że nie zauważa, jak podchodzi do niego dziecko, pyta jak się nazywa, jak podchodzi do niego sąsiadka, która opowiada historię, jak to w jej łazience pająk sobie utkał sieć, ale w takim miejscu, że żadna mucha by do tej siieci nie wleciała. Więc babka zbierała muchy i wrzucała pająkowi. Gdy pająk urósł babka brzydziła się wejść do łazienki, pyta głównego bohatera, co zrobić. w końcu gość wraca się do mieszkania, no i tam niespodzianka, w jego domu siedzi sobie ślusarz, specjalista od zamków, który mówi, że ponieważ nie ma pracy, to zakrada się do mieszkania podczas nieobecnoąści właściciela a rzonie mówi, że idzie do pracy. Niespodziewany gość próbuje dociec, jaki jest sens życia i przekonać głównego bohatera że jest jednak potrzebny. W końcu przyjeżdża szef Rafała, wkurwiony na maxa, bo Rafał nie przyszedł do pracy. Nie potrafi go zmusić, aby wyszedł z domu. w końcu przychodzi dziewczyna Rafała, pyta, czy on ją kocha, na to pytanie przychodzi sąsiadka, kttóra mówi, że zabiła go , dziewczyna rafała mówi, “kogo ona ma na myśli, kogo zabiła? Chcę to wiedzieć?” Rafał odpowiada, że pająka, a dziewczyna oczywiście chciała wiedzieć, czy rafał ją kocha. Na odpowiedź rafała wybiega z krzykiem. Zjawia się też ślusarz i ratownicy medyczni, którzy chcą wyciągnąć rafała do pracy. On jednak udaje atak serca, po czym ucieka, i wychodzi na ulicę wraz ze ślusarzem.
ostatnia część filmu opowiada o babce, która chodzi do więzienia na widzenia z mężem. Opowiada mu, że remontuje dom, tak jak on tego chxciał. Faktycznie nie robi nic, bardzo jej brakuje męża i chciała by mieć z nim dziecko. Trudno się im porozumiewać nie mają wspólnych tematów. Oboje piszą podanie, o przyznanie tak zwanego pokoju randek, chodzi o to, aby małrzeństwo mogło pobyć ze sobą sam na sam choćby przez godzinę czasu w trakcie odbywania wyroku. W końcu się to im udaje.
generalnie podsumowując film nie był najgorszy.

dyrektor zusu

Byłem wraz z Marzenką na spotjkaniu w urzędzie pracy z dyrektorką zusu. Było nas kilka osób na tym spotkaniu. Spotkanie doczyło rent inwalidzkich. niby temat oczywisty, każdemu się wydaje, że zna przepisy, a tu się okazuje, że jednak nie do końca. zadawałem sporo pytań, co pozwoliło mi uzupełnić swoją wiedzę na ten temat. Babbka była naprawdę kompetentna, sporo nam wytłumaczyła. katering też był całkiem fajny.

Następna strona »